Błogosławiony Papież Jan Paweł II obdarowany został wieloma talentami. Obok tego najważniejszego – daru głębokiej wiary, był też artystą – poetą, dramaturgiem i aktorem. Umiłował dobro i piękno jako elementy, których niepodobna od siebie oddzielić. Piękno jest bowiem „ widzialnością dobra”, a dobro – „metafizycznym warunkiem piękna”. Już w Księdze Rodzaju czytamy: „ A Bóg widział, że wszystko, co uczynił było bardzo dobre”. I tak stwarzając świat Bóg stał się poniekąd pierwowzorem osoby tworzącej. Papież nawiązując do owego biblijnego aktu kreacji podkreślał podobieństwo semantyczne między pojęciami „stworzenia” i „tworzenia”. Zwracał też uwagę na greckie słowo „kalokagathia”, co znaczy – „piękno – dobroć”, jako właśnie wspólny termin określający transcendencję materii, czyli – dzieło. Papież doskonale rozumiał napięcia towarzyszące procesowi tworzenia, radość sukcesu i gorycz porażki, a także poczucie niezrozumienia i osamotnienia. Wspierał w tych rozterkach artystów przywołując im na pociechę słowa Ojców Soboru Watykańskiego II : „ Świat potrzebuje piękna, aby nie pogrążyć się w rozpaczy. Piękno podobnie jak prawda budzi radość w ludzkich sercach i jest cennym owocem, który trwa mimo upływu czasu, tworząc więź pomiędzy pokoleniami i łączy je w jednomyślnym podziwie”. Jan Paweł II podkreślał też ogromnie ważną prawdę, że kultura jest tym, przez co człowiek bardziej „ jest”, a wszystko co człowiek „ ma” jest ważne o tyle, o ile dzięki temu co posiada może pełniej „ być”. Człowiek bowiem w kulturze jest zawsze „ faktem pierwszym”, podstawowym, integralnym całokształtem swojej duchowo – materialnej podmiotowości. Wszyscy więc jesteśmy kreatorami własnego człowieczeństwa. Artyści zaś szczególnie dbać powinni o jakość swojej twórczości tak, by uszanować fakt, że to właśnie sztuka jedynie w swojej autentycznej formie jest wprowadzeniem w perspektywę wiary, jest drogą do głębszej rzeczywistości, do prawd Ewangelii. Miron Białoszewski pisał: „Choć nosimy w sobie ideę katedry gotyckiej, to w codziennym życiu znajdujemy siebie raczej u jej stopni, niż na wysokości jej wieży” I kiedy sama tak właśnie o sobie myślę i boleśnie odczuwam własne ograniczenia, pociechę znajduję w przypomnieniu Ojca Świętego o tym „ …jak głęboka istnieje przepaść między dziełem rąk, nawet najbardziej udanym, a olśniewającą doskonałością piękna, dostrzeżonego w chwili twórczego uniesienia” Nie powinno nas jednak to zasmucać, a raczej prowokować dążenie do doskonalenia się w pokorze. Właśnie poczucie, że wszystko co mamy do zrobienia jest jeszcze przed nami niech będzie motorem rozwoju niezbędnego do uczynienia z własnego życia „ arcydzieła sztuki”.

Magda Kuczma